Historia

IX Festiwal Rocka Progresywnego im. Tomasza Beksińskiego 2015

Plakat_IX_Festiwal_Rocka_Progresywnego_w_Gniewkowie_smallIX Festiwal Rocka Progresywnego w Gniewkowie miał być pod kilkoma względami wyjątkowy. Przede wszystkim miał zostać pobity rekord liczby wykonawców, biorących w nim udział. Tak też się stało. Na Kujawy przyjechała polska czołówka (Millenium, Osada Vida), kilku od lat wybijających się wykonawców (Thesis, Appleseed, Bartosz Ogrodowicz), dwie znakomite sensacje ostatnich miesięcy (The White Kites, Art Of Illusion) a także gość zagraniczny z Niemiec, formacja Argos. O imprezie można było przeczytać nawet w „Polityce” która doceniła wyjątkowość festiwalu, wyróżniając go w jednym ze swych artykułów i polecając jako jedno z trzydziestu ciekawych wydarzeń koncertowych jakie miały odbyć się tego lata pod tak zwaną chmurką. Po raz pierwszy od kilku lat na Park Wolności nie spadła ani kropelka deszczu. Można nawet rzec, że pogoda była aż za nadto piękna, bowiem muzykom na scenie towarzyszył ogromny upał. Dopisała także publiczność, która znów pojawiła się w Gniewkowie w rekordowej liczbie. Zatem odnotować należało wielki sukces imprezy, która jak co roku miała nieco pod górkę ale jak zwykle ze wszelkich opresji wyszła obronną ręką.

Festiwal 4 lipca około godziny 17.00 otworzyła warszawska formacja Thesis, grając soczysty, post-rockowy set poparty przez (co się rzadko zdarza) aż trzy gitary. Uwagę przykuwały także znakomite teksty interpretowane w naszym ojczystym języku przez charyzmatycznego wokalistę, Kacpra Gugałę. Zespół Thesis został wynagrodzony za kilka lat oczekiwań na możliwość wystąpienia w Gniewkowie i odpłacił się za to znakomitym występem. Potwierdził także duży postęp w swej muzyce, która wbrew tytułowi ostatniej płyty („Z Dnia Na Dzień Na Gorsze”) krzepnie wprost w oczach i z dnia na dzień jest coraz lepsza!

Następny występ można nazwać istnym przedstawieniem teatralnym. Taką bowiem karnację sceniczną od jakiegoś czasu przyjmuje stołeczna formacja The White Kites, stosując na scenie elementy teatru rockowego. Muzyka oscylująca wokół fascynacji muzyką rockową z przełomu lat 60 i 70-tych. Art Rock, Brit Pop, Psychodelia, Scena Canterbury czy klasyczny Rock Progresywny biją od Białych Latawców na kilometry. A frontman, Sean Paul, Anglik osiadły w Warszawie przebrany za kościotrupa, z koroną na skroni, odgrywający rolę szefa pewnej grupy piratów, okazał się być jedną z najbarwniejszych postaci, jakie wystąpiły kiedykolwiek na Festiwalu w Gniewkowie. Zespół bardzo długo po swym występie rozdawał autografy i pozował z fanami do zdjęć.

Tymczasem na scenę wybiegli Goście Specjalni z Niemiec, zbierająca za swe dwa albumy znakomite recenzje formacja Argos. Swym występem udowodnili, że owe wysokie oceny nie są ani trochę na wyrost. Mało tego, pokazali, że w dzisiejszych czasach można grać z powodzeniem klasycznie jak mistrzowie progrockowego gatunku sprzed lat, bowiem ich muzyka oscylowała wokół brzmienia takich zespołów jak: Genesis, Caravan czy Yes, a głos wokalisty do złudzenia przypominał barwę głosu legendarnego Petera Hamilla. Niemieccy goście zostali niezwykle gorąco przyjęci przez publiczność w Gniewkowie, zasakrbiając sobie serca nowych fanów. Obiecali także, że bardzo chętnie w przyszłości powrócą zarówno do Gniewkowa jak i do naszych klubów muzycznych, chwaląc niezwykłą atmosferę stworzoną przez wyjątkową, gniewkowską publiczność.

W sobotni wieczór uczczona została także postać Patrona Festiwalu, Tomasza Beksińskiego. Na scenie został wyświetlony znakomity pokaz audio-wizualny autorstwa zaprzyjaźnionego z S.I.N. PROGRES, Dariusza Laskowskiego, wielkiego entuzjastę jeśli chodzi o postać popularnego Beksy. Film odsłonił nie tyle fizyczną postać legendarnego prezentera radiowego, co starał się odsłonić cząstkę głębi jego niezwykle wrażliwej duszy. Zrobił też na widzach ogromne wrażenie.

Na finał sobotniej części Festiwalu na scenie pojawili się Ci, którzy byli z dawna oczekiwani w Gniewkowie. Jedna z pierwszych sił polskiego progrocka, formacja Millenium dała ponad dwu-godzinny koncert, zabierając widzów w sentymentalną podróż przez całą swą dotychczasową twórczość. Potwierdzili także, że na scenie są tak samo perfekcyjni jak na swych licznych płytach studyjnych. Dla wielu widzów była to pierwsza okazja do zetknięcia się z krakowską grupą, bowiem występy na żywo Millenium jak dotąd można było policzyć na palcach obydwu rąk. Gromkie brawa i kilka bisów, zakończyły dobrze po północy pierwszy, niezwykle gorący, zarówno duchowo jak i fizycznie, wieczór w Parku Wolności.

Drugi dzień Festiwalu rozpoczynał mistrz czarno-białych klawiszy, Bartosz Ogrodowicz. Znakomity instrumentalista klawiszowy, potrafiący solo na scenie wyczarować ze swych elektronicznych cacek istną symfonię dźwięków. Zagrał przekrojowy set łącznie z kilkoma zupełnie nowymi kompozycjami za które otrzymał szczególne brawa.

Zespół Appleseed to kolejni, cierpliwi co chodzi o Gniewkowo muzycy. Oni także długo (podobnie jak Thesis) czekali na swój występ na Festiwalu i także odpłacili się bardzo dobrym występem, łącząc w swej muzyce wiele barwnych odcieni muzyki rockowej. Od nieuporządkowanych dźwięków post-rocka i muzyki alternatywnej, po bardziej wyrafinowane zagrywki prog i hard rockowe. Zespół udowodnił, że w muzyce rockowej można łączyć nawet jej najbardziej odległe nurty. Mało tego! Zrobił to z ogromną gracją, zachwycając swą muzyką wielu widzów.

Po występie Appleseed wręczona została tradycyjna Nagroda im. Roberta RoRo Roszaka, przyznawana zwycięzcy wewnętrznego plebiscytu, rozstrzyganego przez członków Stowarzyszenia Progres. Tym razem trofeum przypadło zespołowi Maze Of Sound z Łodzi za wydany w 2014 roku album „Sunray”. Nagrodę odebrali: wokalista łódzkiego zespołu, Jakub Olejnik oraz perkusista Grzegorz Śliwka.

Kiedy nad Park Wolności powoli nadchodził wieczór, na scenie pojawili się reprezentanci regionu kujawsko-pomorskiego, muzycy bydgoskiej formacji Art Of Illusion. Od kilku miesięcy w ogromnych superlatywach wypowiadało się o muzyce tego zespołu niemal całe środowisko progrockowe w naszym kraju. Również za granicą mówiło się o Art Of Illusion w superlatywach. Bydgoszczanie udowodnili swą wielkość, rozkładając cały Park Wolności na przysłowiowe łopatki. Kompozycje z pogranicza progmetalu i muzyki eksperymentalnej, zawierały to co odbiorcy tego typu muzyki lubią najbardziej: karkołomne zwroty akcji, mnóstwo technicznych popisów oraz soczystych solówek, popartych tym co w muzyce najważniejsze, artystycznym duchem i melodiami, które pamięta się bardzo długo. Bisom nie było końca. Podobnie rzecz miała się z autografami i wspólnymi zdjęciami z widownią.

Nadszedł czas na finał IX Festiwalu Rocka Progresywnego im. Tomasza Beksińskiego w Gniewkowie. Do swego występu sposobiła się jedna z pierwszych sił naszej polskiej sceny, zespół Osada Vida. Muzycy ze Śląska, wspomagani jednym rodzynkiem spod Lublina (wokalista Marek Majewski) udowodnili swą wielkość, świetnie bawiąc się i nawiązując niezwykła interakcję z publicznością. Towarzyszył im znakomity pokaz świetlny. Muzycy ze Śląska pobili także kolejny rekord Festiwalu, występując już po raz trzeci w Gniewkowie. Był to znakomity finał naprawdę udanej imprezy, w dodatku zwieńczony kilkoma bisami, bowiem gniewkowska publiczność nie chciała łatwo dać za wygraną, i nie dopuścić do zakończenia występu Osada Vida, a tym samym do zakończenia Festiwalu.

Impreza jednak musiała się zakończyć, co stało się około godziny 23.00 w niedzielny wieczór 5 lipca w Parku Wolności. Widzowie długo bili brawa wszystkim muzykom. Brawa także należały się dla twórców niezwykłej atmosfery, czyli dla wspaniałej publiczności, która zjechała się nie tylko z całej Polski, ale także i z Europy, a nawet całego świata, bowiem byli goście z Anglii, Niemiec a nawet z gorącej Kalifornii !!! Wszyscy zgodnie zaczęli już także odliczać dni do kolejnego Festiwalu w Gniewkowie.

————————————————————————————————–

VIII Festiwal Rocka Progresywnego im. Tomasza Beksińskiego 2014

VIII_Festiwal_plakat_pelnyW dniach 28 – 29 czerwca 2014 roku, w Parku Wolności odbyła się VIII już edycja Festiwalu Rocka Progresywnego w Gniewkowie. Był on wyjątkowy pod kilkoma względami. Przede wszystkim po raz pierwszy odbył się pod patronatem Tomasza Beksińskiego, wielkiego entuzjasty muzycznego, rozkochanego przed laty min. właśnie w rocku progresywnym, który odszedł od nas przedwcześnie. Stowarzyszenie PROGRES postanowiło, nadając Jego imię festiwalowi, przypominać przez cały czas o tej niezwykłej, magicznej i legendarnej postaci. Po drugie oprawa audio – wizualna Festiwalu osiągnęła w 2014 roku zupełnie nowy wymiar, co podkreślali zarówno fani muzyki, jak i muzycy którzy zagrali na scenie w Parku Wolności.

Tym razem na scenie pojawiło się siedmiu wykonawców. W Gniewkowie kolejno zagrali w sobotę: debiutujący z nową płytą Maze Of Sound, energetyczni Disperse, zjawiskowi State Urge (odbierając także doroczną Nagrodę im. Roberta RoRo Roszaka) oraz Prog Keyboards Stories – specjalny projekt muzyczny Pawła Penksy, uświetniający 150 rocznice wydania powieści „Podróż Do Wnętrza Ziemi” przez Juliusa Verne oraz 40 rocznicę wydania albumu „Journey To The Centre Of Earth” przez Ricka Wakemana. W niedzielne popołudnie jako pierwsi pojawili się muzycy Leafless Tree, powracający po kilkuletniej przerwie, a następnie Sounds Like The End Of The World którzy zagrali jeden z najbardziej intensywnych setów w historii festiwalu. Na finał Festiwalu wystąpił zespół Collage ze specjalnym koncertem dla Tomasza Beksińskiego. Tuż przed ich występem został także wyświetlony film zatytułowany „Doktor Jimi”, opisujący postać patrona Tomasza.

Tym razem pogada dopisała, choć deszczowej tradycji musiało stać się zadość i mały deszczyk został wywołany przez utwór „Waiting For The Storm” zagrany przez Leafless Tree. Na szczęście był to tylko mały, orzeźwiający prysznic. Atmosfera imprezy jak zawsze wspaniała i rodzinna. Muzyka po raz kolejny utwierdziła wszystkich w przekonaniu, że co jak co, ale łączyć ludzi to ona potrafi jak nic innego! Na Festiwalu tradycyjnie pojawili się ludzie z całej Polski. Byli także goście z Anglii i ze Szwecji, którzy nie mogli się nachwalić naszej sceny rocka progresywnego. Festiwal zakończył się pełnym sukcesem artystycznym, a wszyscy jego uczestnicy jeszcze bardzo długo wspominali jego wyjątkowość. Ta ostatnia zresztą scementowała znów wiele przyjaźni, a naszym muzykom, w ich ciągłej podróży pod górkę dodała z pewnością sporo wiatru w żagle. Wieść niosła, że wszyscy znów spotkają się 4 i 5 lipca 2015 roku w Gniewkowie. Zabiorą też swoich znajomych, tak by Festiwal tętnił biciem jeszcze większej ilości progresywnych serc.

————————————————————————————————————-

VII Festiwal Rocka Progresywnego 2013

PLAKAT_VII_PROGFESTIWAL_GNIEWKOWO_600VII Festiwal Rocka Progresywnego odbył się w dniach 29-30 czerwca 2013 ponownie w Parku Wolności w Gniewkowie. Festiwal zyskał kolejnych, bardzo ważnych Patronów Medialnych którymi są: TVP Bydgoszcz oraz branżowy magazyn Lizard, czyli jedyne w Polsce czasopismo poświęcone rockowi progresywnemu, art-rockowi, fusion i psychodelii. Tym razem pogoda dopisała w 100%. Temperatura była bardzo przyjazna plenerowej imprezie, zaś po za kilkoma kroplami deszczu jakie towarzyszyły ubiegłorocznym pechowcom czyli Ananke, niebo postanowiło oszczędzić wszystkich zebranych. Obok Ananke w Gniewkowie zagrali: Arlon (Przemyśl), HellHaven (Myślenice), AnVision (Tarnów), Tenebris (Łódź), State Urge (Gdynia) oraz nasi „eksportowcy” ze Stolicy, czyli Tides From Nebula. Wręczono także stającą się tradycją Nagrodę im. Roberta „RoRo” Roszaka za najlepsze zdaniem członków S.I.N. PROGRES polskie wydawnictwo z gatunku rock progresywny, wydane w roku 2012. Tym razem wyróżnienie odebrał leszczyński zespół Retrospective za album „Lost In Perception”. Imprezie towarzyszyły kiermasze płytowe, w których udział wzięli Partnerzy imprezy, wydawnictwa Pronet Records oraz Lynx Music. Inne wydawnictwo, Audio Cave przygotowało dla uczestników Festiwalu niespodziankę w postaci prezentów płytowych. Były także: wystawy zdjęć, konkursy i loterie dla uczestników i to co w Gniewkowie najważniejsze! Wzajemna więź i niezwykła, rodzinna atmosfera, które zawsze towarzyszą temu Festiwalowi, ale właśnie rok temu, jak dotąd obrały poziom najbardziej wyjątkowy. Warto w tym miejscu wyróżnić wielu wolontariuszy, którzy przyczynili się do sukcesu organizacyjnego i wciąż wspomagają Stowarzyszenie dobrym słowem, pomysłami a także przyjacielską pomocą.

 Tuż po VII Festiwalu Rocka Progresywnego organizator, czyli Stowarzyszenie PROGRES nawiązał współpracę z Fundacją Beksiński, kultywującą postaci Zdzisława i Tomasza Beksińskich. Obaj panowie niestety już nie żyją, ale pozostawili po sobie niezwykły ślad w historii polskiej kultury. Pierwszy z nich malował niezwykłe grafiki i obrazy które służyły min. za okładki kultowych płyt, a drugi był jednym z największych propagatorów radiowych i felietonistą prasowym rozkochanym min. w rocku progresywnym. To właśnie w porozumieniu z Fundacją honorowe imię Tomasza Beksińskiego przyjął Festiwal od VIII edycji.

_______________________________________________________________

VI Festiwal Rocka Progresywnego w Gniewkowie 2012

VI Festiwal Rocka Progresywnego w GniewkowiePoczątkowo chciano VI Festiwal Rocka Progresywnego zorganizować w pierwszy weekend wakacji 2012 roku. Jednak termin ten kolidował z finałem Mistrzostw Europy w piłce nożnej, rozgrywanych w Polsce i na Ukrainie. A w związku z tym, że wielu fanów rocka to także kibice futbolu, termin imprezy przeniesiono na dni 6 i 7 lipca. Tym razem sceneria była iście tropikalna. Wokół panował niesamowity upał i równikowa wilgotność powietrza, a sam Festiwal po raz pierwszy odbywał się na scenie w Parku Wolności, by wreszcie znaleźć sobie stałe miejsce. Do Gniewkowa przyjechała nie tylko czołówka polskiej sceny rocka progresywnego: Yesternight (Bydgoszcz), Votum (Warszawa), Retrospective (Leszno), Figuresmile (Wodzisław Śl.), Joseph Magazine (Wrocław), Ananke (Bydgoszcz) ale także po raz pierwszy Gość Specjalny zza granicy, litewska formacja The Skys (Wilno). Po raz pierwszy także wręczono Nagrodę im. Roberta „RoRo” Roszaka, nieżyjącego już współzałożyciela Stowarzyszenia PROGRES, a także uznanego promotora i radiowca, który przez wiele lat wspierał muzykę progresywną. Nagrodę, po wewnętrznych wyborach w strukturach Stowarzyszenia otrzymał krakowski zespół Hipgnosis za album „Relusion” wydany w 2011 roku. Poziom festiwalu był bardzo wysoki. Frekwencja ponownie większa niż w roku poprzedzającym. Niestety nie do końca dopisała pogoda, która tuż przed planowanym, finałowym występem zespołu Ananke przygnała nad Gniewkowo burzowe chmury i ogromną, tropikalną nawałnicę. To spowodowało że zespołowi Ananke nie było dane wyjść na scenę.

________________________________________________________________

V Festiwal Rocka Progresywnego Gniewkowo 2011

V Edycja Festiwalu Rocka Progresywnego odbyła się w dniach 5-6 sierpnia 2011 w kujawskim Gniewkowie  . Po raz pierwszy w historii imprezę rozłożono na dwa dni. Ten, wydawać by się mogło, dość ryzykowny krok okazał się być strzałem w dziesiątkę!

Zaproszone zespoły stworzyły bardzo dobry przegląd tego, co obecnie dzieje się na rodzimej scenie rocka progresywnego. Muzycy , tradycyjnie wywoływani przez gospodarza imprezy, Adama Droździka zaprezentowali sześć ciekawych i oryginalnych setów koncertowych, przedstawiając kilka odłamów progresywnego gatunku. Na scenie zobaczyliśmy więc dwóch absolutnych debiutantów płytowych AD 2011: Tune i Xanadu. Pierwsi, czyli łódzki zespół Tune zaprezentowali ciekawą mieszankę z głębokimi wpływami art-rocka i post-rocka, popartą bardzo dobrą grą instrumentalną oraz nietuzinkowym tematem koncepcyjnym (debiutancki album „Lucid Moments”), znakomicie interpretowanym przez charyzmatycznego wokalistę Jakuba Krupskiego-Marię. Drudzy, czyli bydgosko-toruńskie Xanadu, zagrali żywiołowy koncert, w którym obok dość mrocznego i ostrego brzmienia mogliśmy delektować się ciekawymi melodiami i odczuwać prawdziwe  muzyczne emocje. Na festiwalu miało miejsce także spore zaskoczenie, a dla niektórych nawet rodzaj szoku. Była to dość karkołomna odmiana wizerunku zespołu Animations, który postanowił dość zdecydowanie wzmocnić swoje brzmienie i zatrudnić  nowego, bardzo dobrze czującego się w takich klimatach wokalistę Frantza Wołocha. W finale pierwszego dnia festiwalu znakomitą formę sceniczną zaprezentował wołomiński zespół Openspace, w którym od kilku już lat pokrywane są ogromne nadzieje na przyszłość. Utwory z albumu „Elemntary Loss”, ze sceny brzmiały wybornie. Muzycy z Wołomina przenieśli nas ładnych kilkanaście lat wstecz grając muzykę z wyraźną nostalgią za latami 70-tymi. I choć ich występ przerwała awaria energetyczna, to jednak udowodnili, że pokładane w nich nadzieje mają 100%-tową podstawę! Absolutnym strzałem w dziesiątkę było zaproszenie zespołu Lebowski, który zafundował widzom prawdziwą baterię emocji przedstawiając znakomity set, oparty na albumie „Cinematic”. Choć nie tylko! Usłyszeliśmy także zupełnie nowe utwory! Po tym koncercie wszyscy zgodnie kiwali głowami na „tak” i mówili, że muzycy ze Szczecina to absolutna ekstraklasa, w dodatku w skali europejskiej! Imprezę zakończył warszawski zespół Love De Vice, przenosząc nas w czasie ku latom 70-tym, bowiem właśnie z tego okresu , min. od zespołów takich jak: Led Zeppelin, Deep Purple czy Pink Floyd wyraźnie czerpią wenę twórczą. Nie obce im są także klimaty oparte na nowszych formach rockowych, chwilami nawet nieco odbiegającymi od czystego rocka progresywnego. W dodatku muzycy zespołu obcują także formami folkowymi, głównie wywodzącymi się z kultury wschodniej. W tym miejscu wielki pokłon dla Tomka „Ragaboya” Osieckiego, który ze swym tajemniczym instrumentem, przypominającym sitar znakomicie wpisał się w muzykę zespołu: raz to dość przebojową, odjechaną, rock n rollową a za chwilę bardziej wysmakowaną, zaskakującą i nietuzinkową.

Ps. Ogromne słowa uznania należą się Adamowi Warakomskiemu, odpowiedzialnemu podczas festiwalu za inżynierowanie dźwiękiem. Adam, nie dość że soki wyciskał z wszelkich możliwych sprzętów, to jeszcze był dobrą duszą imprezy.


IV Festiwal Rocka Progresywnego Gniewkowo 2010

IV edycja Festiwalu Rocka Progresywnego w Gniewkowie stała pod znakiem deszczu. Hektolitrów złośliwych kropelek, wysyłanych do nas przez bezwzględną Panią Naturę. Nie przeszkodziło to jednak w zorganizowaniu kolejnej, udanej imprezy, podczas której muzyka podniesiona do rangi sztuki, okazała się być dodatkowo nieprzemakalną.

Tuż przed festiwalem miała miejsce pierwsza, smutna wiadomość. Jeden z zaproszonych zespołów, w związku z kłopotami personalnymi nie mógł się stawić na Kujawach. Acute Mind z Lublina musieli odwołać swój występ i było wiadomo, że w imprezie wezmą udział cztery zespoły: Leafless Tree, Moonrise, Osada Vida oraz Hipgnosis.

Koniec końców około 18.00 najpierw pojawił się Adam Droździk z Radia Pomorza i Kujaw (PiK) by zapowiedzieć początek imprezy, a następnie na scenę wyskoczyli wreszcie Łodzianie z Leafless Tree i zaczęło się. Łukasz Woszczyński zapowiedział sztorm i popłynęły pierwsze takty „Waiting For The Storm”.  Od początku widać było, że muzyka łódzkiego zespołu przypada do gustu publiczności, bo ta dość szybko kręciła głowami w takt muzyki. Wszyscy zgodnie po dziś dzień mówią że Bezlistni zagrali udany koncert, pokazujący ich wysokie umiejętności i sceniczne zgranie. Łukasz śpiewając kolejne, napisane zresztą przez siebie teksty, przenosił nas raz to w świat problemów ludzkiej egzystencji, którą czasem rządzą kłamstwa („Liar”) i chciwość („World Of Wonders”), której brak zdrowego rozsądku („Anthill”). A za chwilę zapraszał w zwrot do wspaniałych, odległych już czasów w klasycznej muzyce rockowej, zapowiadając instrumentalny utwór „Back To The Old Times”, w którym artyści dali niezłego czadu, przenosząc publiczność w głębokie lata 70. Sami zresztą znakomicie się bawili na scenie. Były oczywiście utwory znane nam z ich debiutanckiego mini-albumu: „King Of Town Jungle”, „Megacycle” oraz zmysłowe „The Last Walk” z polskim, elektryzującym tekstem. Nie zabrakło także i wesołej „Matplanety”, która wówczas powróciła do Bezlistnego repertuaru. Publiczność świetnie bawiła się podziwiając kolejne, soczyste solówki Radka Osowskiego, czy kilka rodzajów instrumentów basowych, na których grał Michał Dziomdziora. W uszach na długo pozostawały szalone solówki klawiszowe Piotra Wesołowskiego i liczne zmiany rytmu z perkusji Piotra Kolasy. Nikt pod sceną nie ukrywał, że muzyce łódzkiego zespołu najbliżej jest klasycznym dokonaniom Genesis, Yes i Pink Floyd z lat 70. Byli i tacy, którzy zapragnęli zaśpiewać do jednego mikrofonu z Łukaszem. Na scenie musiała na chwilę pojawić się ochrona, ale wszystko rozeszło się w sympatyczny, kulturalny sposób, a niespodziewany wokalista otrzymał rzęsiste brawa a nawet pochwałę od Łukasza, za całkiem profesjonalne podejście. Łodzianie dali publiczności ogromną radość i bardzo pozytywny zastrzyk energii, przed jak się później okazało, bardzo długą jeszcze imprezą. Ekipa Leafless Tree miała też najwięcej szczęścia, bowiem podczas ich występu nie spadła ani kropla deszczu. Jak sobie później razem żartowaliśmy, udany występ poszedł Leafless Tree z taką lekkością, że tego dnia mogli spokojnie wejść na jeden z dachów w Gniewkowie i zagrać na nim koncert jak U2 w Dublinie. Łódzki zespół po dziś dzień ma sporą rzeszę sympatyków pośród miejscowych słuchaczy. Kto wie? Może jeszcze zagrają kiedyś na Festiwalu.

W międzyczasie dojechała ekipa Moonrise. Skład, kierowany przez lidera, Kamila Konieczniaka wszedł na scenę, by przygotować się do występu. Widać było lekką tremę niektórych muzyków. Podczas próby wskazówki dla techników posyłał Marcin Kruczek, gitarzysta, który z niejednego pieca jadł w przeszłości chleb. Minęło dobrych kilkadziesiąt minut i wreszcie ówczesny wokalista Moonrise, laureat „Szansy na Sukces”, Marcin Maliszewski dość nieśmiałym głosem przywitał się z publicznością i zapowiedział pierwszy, historyczny utwór, jaki Moonrise mieli zagrać na koncertowej scenie – „Night Sky”. Owszem! Dało się wyczuć nerwowość w poczynaniach członków zespołu, tyle, że styl, jaki preferują księżycowi muzycy jest bardzo kojący, spokojny i niezwykle wyważony. On sam pomógł bardzo Kamilowi i jego kolegom. Zresztą z każdym utworem muzycy Moonrise radzili sobie coraz odważniej i przy trzecim w kolejności „Angels’s Hidden Plan” księżycowa orkiestra grała już pełną parą. Zespół Moonrise zaprezentował set oparty głównie na drugim albumie, zatytułowanym „Soul’s Inner Pendulum”. Były także wtrącenia z pierwszej płyty (choćby przepiękny jej finał „The Lights of a Distant Bay”). Był również utwór napisany przez wokalistę, Marcina Maliszewskiego a zaaranżowany przez samego Szefa, Kamila („Sail Away”). Pomimo szalejącej burzy prawdziwa aura spokoju biła znad sceny. Przyjemne melodie, wyczarowywane z keyboardu, rozklejający saksofon, soczysta, śpiewająca gitara, spokojny rytm i mocny, świetny głos wokalisty postawiły publiczność w stan upojenia melancholią. Jedna z fanek zatańczyła przepięknie pod sceną, niczym baletowy motyl. Deszcz lał, ale tylko nieliczni opuścili amfiteatr. Gniewkowska młodzież co prawda domagała się głośno „więcej czadu!”, ale zniewolona księżycową magią przeniosła się wysoko ponad ciemne chmury, między gwiazdy z udanie debiutującym Moonrise. Kamil Konieczniak w rozmowie z nami po koncercie zdawał się być zadowolony z pierwszego koncertu swego zespołu. Jak bardzo mądrze stwierdził, „jeszcze wszystko przed nami”, a przy tym tryskał bardzo dobrym humorem, który udzielił się pozostałym członkom Moonrise. Ten zespół jeszcze nie raz oczaruje słuchaczy. Jesteśmy o tym głęboko przekonani!

Kolejna przerwa znów na dość długo przerwała imprezę. Jak trafnie zauważył Adam Droździk, Leafless Tree naelektryzowali i rozmazali publiczność, Moonrise oczarował i rozczulił. Tymczasem do występu szykowali się Ci, którzy mieli wszystko wywrócić do góry nogami. Oczywiście w dobrym tego stwierdzenia znaczeniu. Osada Vida.

Po nastrojowej (paniom się spodobało!) propozycji Moonrise nastąpiła stylistyczna zmiana. Osada Vida. Zespół działający od lat, ze sporym płytowym dorobkiem i przede wszystkim – pomysłem na siebie. Połączenie hard rocka, fusion, elementów muzyki etnicznej i generalnie wszystkiego, co tylko Ślązacy do danego numeru potrzebują, w wydaniu Osady jakimś cudem nie jest hermetyczne, trafia do ludzi wcześniej z twórczością grupy nie obeznanych. Oczywiście duża część widowni Osadę znakomicie znała, ale gniewkowska młodzież, która zjawiła się w amfiteatrze sporą grupą – już niekoniecznie. Przebojów brak, kompozycje pokomplikowane, ze zmianami rytmu, klawiszowo-gitarowymi pojedynkami, gęstym basem – a publika szalała. Przy tak żywiołowym koncercie po prostu nie dało się usiedzieć! Osada potrafi połączyć muzykę angażującą szare komórki z niesamowitym show! Cały zespół ruszał się jak w ukropie. Bartek Bereska gitarzystą jest fantastycznym, a swoje „harce na gitarce” uprawia w różnych, często dość obciążających kręgosłup pozach. Rafała Paluszka też nosi za klawiszami. Nuci sobie pod nosem, wygina się, chętnie pewnie wyskoczyłby zza klawiatury i zaczął pogować. Adam Podzimski skupiony na skomplikowanych partiach bębnów, ale też szeroko uśmiechnięty. No i Łukasz Lisiak, temat na osobny esej pt. „Jak powinien się zachowywać rockowy frontman”. Co rusz odwraca się do Bereski albo Paluszka, przemieszcza się ze swoim basem po deskach z podziwu godnym wyczuciem równowagi (scena gniewkowskiego amfiteatru niestety jest dość ciasna), a jago konferansjerka to czysta poezja. Przedrzeźnia się z publicznością, wtrąca zabawne komentarze, cały czas z szelmowskim uśmiechem. Zespół dodatkowo wspomagała Natalia Krakowiak, która udzielała się wokalnie na ostatnim albumie Osady „Uninvited Dreams”. Udzielił się jej entuzjazm kolegów. Repertuar mieszany, obejmował wszystkie dotychczas wydane płyty (poza wydaną dawno temu przez sam zespół Osadą Vida). Przed ostatnim utworem Łukasz Lisiak postanowił przetestować publiczność. Czy wiecie skąd pochodzi diabeł? – zagaił. Oczywiście! Z Hiszpanii! Czyli pora na „Is That Devil From Spain?” Niewielka scena. Oświetlenie też ubogie. Żadnych wystrzałów armatnich, latających świń, odgryzania głów gołębiom. Tylko czterech panów i pani. A koncert mimo to był lepszy niż niejeden występ zblazowanych gwiazd.

Poczekaliśmy trochę na odpowiednie ustawienie suwaków przed koncertem Hipgnosis. Występ krakowian wart był  spędzenia jeszcze kilku(dziesięciu) dodatkowych minut na powietrzu (zwłaszcza, że już pod koniec koncertu Osada Vida wreszcie przestało lać jak z cebra) i stanowił świetne zwieńczenie nastrojowej sinusoidy. Najpierw energia bijąca od Leafless Tree, następnie wyciszenie z Moonrise, koncert-dynamit Osady i wreszcie Hipgnosis – zespół zdecydowanie niedoceniany, a ze sporymi przecież osiągnięciami. Byle kto nie występuje na Night Of The Prog w Loreley! Krakowski kolektyw jednak konsekwentnie wydaje albumy własnym sumptem, co przekłada się na częstotliwość ich ukazywania się. Ma to jednak i dobrą stronę – pozwala odpowiednio dopieścić materiał. W Gniewkowie mieliśmy okazję usłyszeć CAŁĄ czekającą jeszcze wówczas na rejestrację płytę „Relusion”. Nie wiemy, jakiej muzyki słucha Richard Dawkins, którego „Bóg urojony” był inspiracją do stworzenia liryków, ale duża jest szansa, że Hipgnosis przypadliby mu do gustu. Anielski wokal Kul, ewidentnie nawiązujący do Bjork czy Stiny Nordenstam, w równej mierze służył przekazywaniu werbalnych treści, co kreślił odrealniony nastrój na równi ze zelektronizowanym brzmieniem reszty zespołu. Hipgnosis nie ukrywają swojej fascynacji Pink Floyd, ale ich spuściznę ubierają w nowe brzmieniowe szaty. Jeśli powiedzieć, że miejscami brzmią jak Archive z czasów „You All Look The Same To Me” – to tylko delikatnie wskażemy Wam kierunek ich poszukiwań. Dwa zestawy klawiszy, gitara, bas i perkusja pozwalają utkać brzmienie jednocześnie zawiesiste i przestrzenne, wprawiając słuchacza w swoisty trans. Zresztą lider zespołu, perkusista Ssaweq, jeszcze przed koncertem zapowiedział, że sami chcą wpaść w trans i pociągnąć za sobą publiczność. Na pierwszy ogień poszedł premierowy materiał z Relusion. Znacznie więcej w nim muzycznych przestrzeni niż słów, ale kiedy te już się pojawiały, układały się w zwiewne, eteryczne melodie. Kul albo nieruchomo stała za mikrofonem, albo po prostu przysiadała na podeście perkusji. Cały zespół był zresztą bardzo statyczny, ale dobrze korespondowało to z dostojnymi, swobodnie płynącymi dźwiękami. W podobnym duchu utrzymane były kompozycje z pierwszej studyjnej płyty Hipgnosis, Sky Is The Limit. Na koniec absolutny, choć jak najbardziej spodziewany odlot. Kosmiczna wersja Careful With That Axe, Eugene Floydów, na której zespół odcisnął na tyle silne piętno, że pozwolił sobie nawet na ingerencję w tytuł utworu. Zupełnie jak na koncertówce Still Unmadelling! Złowieszcze szepty i rozdzierające krzyki wokalistki zatopione we wręcz space rockowej aurze szybowały nad gniewkowskim niebem. Wyciszeni, skupieni Hipgnosis byli całkowitym przeciwieństwem żywiołowego Osada Vida, ale koncert dali nie gorszy.

Impreza, pomimo gradu piorunów i hektolitrów wody zakończyła się kolejnym sukcesem organizacyjnym. Organizatorom zaświtał nawet pomysł rozłożenia Festiwalu na dwa dni. Ale to miało się wydarzyć dopiero za rok…

Festiwal od początku powstawał dzięki MGOKSiR w Gniewkowie, Radzie Programowej MGOKSiR, naszej władzy, radnym i pojedynczym sponsorom, którym w szczególności dziękujemy. W roku 2010 było ich około trzydziestu. Są to osoby, które nas bezinteresownie wspomagają nierzadko po dziś dzień. Jesteśmy Im ogromnie wdzięczni . Specjalne podziękowania wówczas kierowaliśmy do Adama Droździka z Radia PiK, Ryszarda Bazarnika z RockArea i coraz większego grona przyjaciół z portalu ProgRock na czele z Yano i Jesterem oraz wszystkich patronów medialnych festiwalu. W następnym roku w/w osoby a także szereg innych sympatyków muzyki dołączyło do powstającego właśnie Stowarzyszenia PROGRES, które miało na swe barki przyjąć trudy organizacji imprezy.


III Festiwal Rocka Progresywnego Gniewkowo 2009

Festiwal rozpoczął się po osiemnastej. Na scenie pojawił się nasz przyjaciel z Radia Pik Adam Droździk, który pełnił rolę konfenansjera. Robił to z resztą wyśmienicie. Po pięknym wstępie zapowiedział pierwszy zespół, którym była DIANOYA z Warszawy. Mimo, że band ze stolicy dopiero wyda swoją pierwszą płytę długogrającą, to ich występ był rewelacyjny. Na pewno przeszedł oczekiwania wszystkich. Po przerwie na scenie pojawił się drugi zespół, a mianowicie NEMEZIS z Krakowa. Grupa zagrała głównie utwory ze swojej pierwszej, przepięknej płyty. Jesteśmy Im bardzo wdzięczni, że mimo tak dalekiej podróży, specjalnie dla nas się zebrali i uraczyli nas swoją twórczością. Szczególne uznania dla wokalistki Karoliny, która spodziewała się  wówczas dziecka! Trzecim zespołem występującym na scenie była formacja CRYSTAL LAKE z Torunia. Nasi przyjaciele z poprzedniego festiwalu, udowodnili wówczas że grają coraz pewniej i coraz bardziej energetycznie. Wspaniale zaprezentowali utwory ze swojej pierwszej płyty Safe, która przez wielu jest uważana za debiut roku 2009. Na deser wystąpił GRENDEL z Białogardu. Grupa, która w roku 2009 wyrosła na czołowy zespół progresywny w Polsce (dziś znamy ich jako Grendel 96). Wspaniałe sola gitarowe lidera zespołu Sebastiana do dzisiaj wszystkim obecnym na koncercie zapadły w pamięci. Wszystko skończyło się po północy. Pozostało czekać okrągły rok na kolejną edycję…

________________________________________________________________________________________________

11125184_825527807531891_522920764_n

II Festiwal Rocka Progresywnego Gniewkowo 2008

W roku 2008 można było imprezę nazwać już festiwalem pełną gębą. Tym razem zaproszono już trzy zespoły: Crystal Lake z Torunia, Openspace z Wołomina oraz Point Of View także z Torunia. Okazało się też, że tego typu muzyka ma na Kujawach i Pomorzu wielu odbiorców, bowiem pod sceną pojawiło się o wiele więcej osób. Zespoły znów stworzyły świetne spektakle koncertowe, udowadniając że progowe granie w naszym kraju ma coraz wyższy poziom a określenie „progresywny rozkwit” ma pełne uzasadnienie. Organizatorzy imprezy postanowili pomyśleć o większej promocji imprezy w roku następnym, tak by o Festiwalu Rocka Progresywnego w Gniewkowie usłyszano w całej Polsce.

________________________________________________________________________________________________

11131861_825527690865236_180469114_nI Mini Festiwal Rocka Progresywnego Gniewkowo 2007

Historia Festiwalu Rocka Progresywnego w Gniewkowie sięga 2007 roku. Wówczas to wielcy fascynaci tym gatunkiem muzycznym, bracia: Janusz i Sławek Bożko postanowili zorganizować koncert zespołu Osada Vida, zdobywającego wówczas coraz większą popularność pośród fanów rocka progresywnego. Ponieważ właśnie było lato, a w Gniewkowie bez trudu można było zorganizować taki koncert na wolnym powietrzu, dwaj inicjatorzy zaprosili jeszcze formację Killing Nullity z niedalekiego Włocławka. Imprezę nazwali jako Mini-Festiwal Rocka Progresywnego, mając nadzieję na kontynuację pomysłu w roku następnym. Na pierwszej imprezie pod egidą Festiwalu zjawili się głównie miejscowi entuzjaści progrocka, a także goście z okolicznych miejscowości takich jak Toruń, Inowrocław czy Bydgoszcz. Nie zabrakło także mieszkańców samego Gniewkowa, na których zawsze można liczyć. Impreza nie miała jeszcze rozgłosu, i co zrozumiałe nie zgromadziła tłumów, ale Ci którzy wówczas się pojawili pod sceną z całą pewnością nie żałowali. Obydwa zespoły stworzyły bardzo dobre spektakle, otrzymując gromkie owacje. Swój udział w Festiwalu zaliczyła także lokalna młodzież szkolna okraszając imprezę uroczym przedstawieniem teatralnym. Wszyscy festiwalowi uczestnicy obiecali organizatorom: Januszowi i Sławkowi, że puszczą o imprezie wici w świat i zjawią się za rok.

W GNIEWKOWIE ZAGRALI:

mapa_festiwalowa